Żelazny Król- Julie Kagawa




Tytuł: Żelazny Król
Tytuł oryginału: The Iron King
Autor: Julie Kagawa
Wyd.: Amber
Ilość stron: 351
Moja ocena: 9/10

W ostatnim czasie chyba staję się ekspertką w wyszukiwaniu książek w okazyjnych cenach, bo tę kupiłam za... 14 złotych! Niedługo będę mogła nazywać siebie "Łowcą Promocji", tak jak w jednej dość popularnej reklamie telewizyjnej ;p  Ale dosyć chwalenia się, czas na recenzję.

Żelazo i lód.
I zgubna miłość żądająca niemożliwego wyboru…


Nazywam się Meghan Chase. Za niecałe dwadzieścia cztery godziny skończę szesnaście lat.
Słodka szesnastka. Napisano mnóstwo opowieści, piosenek i wierszy o tym wspaniałym wieku, kiedy dziewczyna znajduje prawdziwą miłość, cały świat ma u stóp, a przystojny książę porywa ją w stronę zachodzącego słońca.

Nie sądzę, żeby ze mną miało tak być tak samo…

Meghan zawsze czuła się obca: w domu, odkąd zaginął jej ojciec, i w szkole, gdzie nie ma żadnych przyjaciół poza Robem. Zna go od zawsze, ale nie wie, że jej wesoły kumpel nie jest zwykłym chłopakiem…

W dniu jej szesnastych urodzin – w dniu, w którym stanie się coś strasznego – Rob wyjawi jej prawdę, która odkryje przed nią świat, którego istnienia nie przeczuwała, i miłość, o jakiej nie śniła. Bo przeznaczeniem Meghan jest odegrać rolę w wojnie magicznych królestw, powstrzymać zło, jakiemu nie odważy się sprzeciwić żaden elf, i dokonać wyboru pomiędzy dwoma śmiertelnymi wrogami: swoim najlepszym przyjacielem a mrocznym księciem, który może wolałby widzieć ją martwą niż pozwolić jej dotknąć swego lodowatego serca…


Po pierwsze, muszę wspomnieć, że ta pozycja przypomina mi jeszcze jedną, inną-  mianowicie serię "Dary Anioła" autorstwa Cassandry Clare, która, nie ukrywając, zajmuje specjalne miejsce w moim sercu. Dla tych, którzy dziwią się, że nie ma tutaj jej opisu, szybkie wytłumaczenie: czytałam ją za (pięknych) czasów licealnych, kiedy nie w głowie mi było pisanie recenzji na blogu, ale książka ta wprowadziła mnie w niezwykły świat magicznych istot, pozwoliła mi na chwilowe oderwanie się od szarej rzeczywistości  i zawsze myśląc o niej mam przed oczami swoje (już dosyć późne) dzieciństwo. W tamtym okresie pokochałam tę serię szczerą miłością i od tej pory zawsze, kiedy chcę kupić jakąś nową książkę wpisującą się w mój gust, jakoś podświadomie szukam w niej cząstki "Darów Anioła". I tutaj wreszcie ją znalazłam.

W "Żelaznym Królu" pojawiają się inspiracje znanymi dziełami: "Sen nocy letniej" Szekspira (zapożyczenie imion elfów), "Opowieści z Narnii" (motyw przejścia przez szafę do magicznej krainy) i, chyba w największym stopniu, "Alicją w Krainie Czarów" (gadający kot mówi sam za siebie;). Dzięki temu wracamy do dzieciństwa i możemy się nim cieszyć aż do ostatniej strony.

Na początku ma się wrażenie, że to wszystko już gdzieś było, że już o tym czytałam, że gdzieś już to widziałam. I za to odejmuję ten jeden mały punkcik w mojej ocenie. Poznajemy zwyczajną dziewczynę, uczęszczającą do zwyczajnej szkoły, mającą zwyczajną rodzinę i przyjaciół. Trochę to wszystko takie... zwyczajne. Ale z rozdziału na rozdział robi się naprawdę ciekawie, czasem trudno mi było się oderwać od tej książki. Muszę to powiedzieć wprost: wciąga jak cholera! Niekiedy będąc na uczelni nie mogłam doczekać się końca zajęć, by móc wreszcie zająć się lekturą i sprawdzić, jak dalej potoczą się losy bohaterów.

Książka pełna jest humoru, ciętych ripost i świetnych cytatów.

Dzięki Bogu, Meghan, protagonistka, nie okazuje się sweet szesnastką, jak sugeruje opis. Bardzo ją polubiłam jako bohaterkę- jest silna, zdeterminowana i zdolna do poświęceń dla swoich bliskich. Nie jest mazgają- owszem, miewa chwile słabości, (jak każdy zresztą) ale daje radę. Lubię jej buntowniczy charakter. Największym zaskoczeniem są dla mnie jednak postaci męskie: Ash i Robbie. Wyrosłam już z wzdychania z miłości do głównych bohaterów, dlatego nie znajdziecie tutaj słów zachwytu nad Ashem, ale muszę przyznać, że to właśnie męskie postaci są w tej książce najbardziej interesujące. Totalnie przeciwne charaktery zabiegające o uwagę głównej bohaterki, próbujące się nawzajem pozabijać gdy tylko nadarzy się okazja, do tego łącząca ich tajemnica- to naprawdę nie skończy się dobrze. I tak ma być! Robbie rozbroił mnie swoim humorem i beztroskim podejściem do życia, za to Ash dojrzałością. Jest jeszcze jeden niesamowity bohater, który bezsprzecznie jest moim ulubionym: kot Grimalkin. Nie wiem czy już Wam to kiedyś mówiłam, ale jestem fanatykiem (bo fan to za mało) kotów i dlatego też kot jako jeden z głównych bohaterów to dla mnie nie lada gratka. A Grimalkin jest kotem w pełnym tego słowa znaczeniu- pokazujący swe pazurki w najmniej oczekiwanym momencie, nie szczędzący ironii i humoru, dumny ze swojego pochodzenia i odrobinę mściwy. Jest naprawdę genialny. Ale nie będę Wam zdradzać szczegółów: sami się przekonajcie, czytając tę książkę:)

Co jeszcze mnie w tej książce ujęło? Motyw miłości głównych bohaterów, który nie jest (chwała Bogu!) przesłodzony i przesadzony; brak klasycznego podziału na dobro i zło- autorka pokazuje, że nikt nie jest idealny, każda postać posiada pozytywne i negatywne cechy; umowy z magicznymi istotami i zastrzeżenie, że nic nie jest za darmo, że za wszystko kiedyś przyjdzie nam zapłacić; sposób przedstawienia elfów- nie są perfekcyjnie dobre i kochające, ale raczej mściwe i zaborcze; no i najważniejsze: że kraina Nigdynigdy istnieje dzięki nam, ludziom z wyobraźnią, dzieciom i artystom- to wytłumaczenie naprawdę bardzo mi się spodobało.

Zakończenie książki jest nieprzewidywalne i wywołuje u nas poczucie ciekawości, co będzie dalej. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam tę pozycję, jeśli tak jak ja, lubicie "Dary Anioła" czy "Reckless- Kamienne Ciało" (recenzja tutaj). Ponadto, uprzedzam- jest to jedna z tych książek, które po przeczytaniu zostawiają za sobą ogromną pustkę. Dlatego też tak bardzo się cieszę, że autorka postanowiła napisać kolejne części. Już zacieram na nie rączki i gnam do księgarni! :) A w międzyczasie przeczytam pewnie jeszcze kilka książek i uraczę Was kilkoma recenzjami:)

Pozdrawiam serdecznie,
Grace

Komentarze

  1. Też chcę taką książkę za taką cenę :) Musimy iść kiedyś razem na zakupy, może mi przyniesiesz szczęście ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakupy książkowe? Zawsze! To gdzie się spotykamy? ;p

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Mój 2018- czyli czas na podsumowanie roku według Grejs

Co mnie wkurza jako fotografa

Czego nauczyła mnie... choroba