Pachnidło. Historia pewnego mordercy- Patrick Süskind




Tytuł: Pachnidło
Tytuł oryginału: Das Parfum: Die geschichte eines mörders
Autor: Patrick Süskind
Wyd: Świat Książki
Data wydania: 1990
Ilość stron: 253

Jan Baptysta Grenouille, obdarzony niepospolitym zmysłem węchu, tworzy najdoskonalsze na świecie eliksiry do produkcji perfum. Zachwyca się nimi nie tylko XVIII-wieczny Paryż, centrum mody i elegancji. Sam Grenouille nie jest jednak zadowolony. Oto owładnęła nim myśl, by wydestylować wonność nad wonnościami, pochodzącą z... dziewiczego kobiecego ciała. Owładnięty idée fixe, postanawia znaleźć dziewczynę o doskonałym zapachu, choćby nawet miał popełnić zbrodnię...

16 000 000 egzemplarzy sprzedanych na świecie. Pokaźna liczba. Hit wydawniczy. Ciekawe tylko, ile z tych osób zdecydowało się zakupić tę książkę kierując się własną intuicją, a ile opiniami innych. Ja byłam jedną z tych, którzy zakupili tę książkę na podstawie zasłyszanych opinii. Niestety, nie była to najlepsza decyzja. Książka dłuuugo leżała u mnie na półce, kurząc się niemiłosiernie, zanim po nią sięgnęłam, już po raz drugi. Wcześniej nie byłam w stanie dobrnąć nawet do połowy. Tym razem jednak się zaparłam: przeczytam ją i już! I udało się. Przeczytałam, w mękach i bólu. Bo, szczerze mówiąc, książka jest okropnie... nudna. Przynajmniej do 3/4 zawartości. Potem jest już trochę lepiej, choć nie mogę powiedzieć, że rewelacyjnie. Książka nie porywa. Nie wciąga. Wszystko dzieje się raczej powoli, a liczne morderstwa, niby ukazane w tej książce, to bujda. Kupując tę pozycję liczyłam na inteligentne opisy morderstw, ukazanie błyskotliwości mordercy i nieprzeciętną fabułę. Krótko mówiąc, przeliczyłam się. Zaraz, zaraz, co ja mówię- morderstwa są, a jakże! Tak, opisane w zaledwie kilku zdaniach. Morderca, a jednocześnie główny bohater powieści, nie jest nader inteligentnym umysłem, planującym ze szczegółami kolejne zabójstwa, ale obrzydliwym, małym, nieludzkim wytworem. Nie budzi właściwie żadnych emocji, jak również jego ofiary. Jedyne uczucia, jakie możemy znaleźć w tej książce, to poczucie ogromnej odrazy. Odraza przejawia się we wszystkim: w zapachach osiemnastowiecznego Paryża, w wyglądzie głównego bohatera, w obyczajach i moralności ludzi. I tutaj trzeba zaznaczyć, że rzeczą, która naprawdę udała się autorowi, to język: wręcz kipi obrzydliwością. Pomijając niektóre wtrącenia w języku francuskim czy łacinie, które trochę irytują podczas czytania, pod względem języka, książka jest nieprzeciętna. Czytając ją, można wręcz poczuć zapachy, które zachwycają czy też obrzydzają Grenuille'a. Jednak poza tym książka nie zaskakuje. Nie zaskakuje nieoczekiwanymi zwrotami akcji, nie zaskakuje fabułą, nie zaskakuje zakończeniem. Autor chyba zbyt mocno skupił się na opisaniu zapachów, sposobu wytwarzania perfum i osiemnastowiecznych zwyczajów, że zapomniał rozwinąć główny wątek powieści, który leży i kwiczy. Bo pomysł miał świetny, ale moim zdaniem, trochę zmarnował potencjał. Ja daję tej książce 2 w sześciostopniowej skali, bo oczywistym plusem jest tutaj sposób, w jaki autor ukazuje osiemnastowieczne społeczeństwo. Nie chcę się zbytnio narażać wielbicielom tej książki, więc nie będę już więcej jej dzisiaj krytykować, jednak jedno jest pewne: jedni tę książkę ubóstwiają, inni nienawidzą. Ja znajduję się gdzieś pomiędzy nimi. Ta książka może i nie jest zupełnie zła, ona po prostu nie jest dla mnie. A może po prostu oczekiwałam od tej książki zbyt wiele? Możliwe, nie wiem. Wiem jednak, że już raczej po nią nie sięgnę, chociaż nie chcę Was zniechęcać. Zdanie na temat tej książki każdy musi wyrobić sobie sam. Jak już wspomniałam, jedni widzą w niej arcydzieło, inni nic specjalnego. Wszystko zależy od Waszych upodobań.

Pozdrawiam,
Grace

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O miłości do szarości i zapachu lawendy

Ale sztuki! Czyli filmy ze sztuką w tle