Mój 2018- czyli czas na podsumowanie roku według Grejs

Najbardziej wyświechtany slogan, którego każdy użył przynajmniej raz w życiu? "Święta, święta i po..." No właśnie, co po tych Świętach? Wypchane brzuchy, puste portfele i bałagan w domu? Pewnie też, ale po Świętach zwykle następuje... Nowy Rok. Coś, co wielu przeraża, niektórych cieszy, a większości jest po prostu... obojętne. Jedni przygotowują się już do imprezy sylwestrowej, inni spisują noworoczne postanowienia, a w niektórych budzi się chęć do osobistego remanentu. Ja obecnie należę do tej ostatniej grupy i zamierzam dzisiaj podzielić się z Wami tym, czym żyłam przez ostatni rok.


Podsumowanie roku to dla mnie rzecz zupełnie nowa. Nie zwykłam tego robić ani w osobistym pamiętniku, ani na blogu, ani też w głowie. Nie spisuję swoich dokonań, nie chwalę się sukcesami ani nie rozpamiętuję chwil zwątpienia. Celebruję każdą chwilę, nie planuję niczego, a czasem nawet nie pamiętam, co robiłam wczoraj. Każdy dzień to dla mnie nowe wyzwanie, szansa na to, by się rozwijać, ewoluować, być kimś lepszym, mądrzejszym i bardziej doświadczonym. Lata wpajanej mi propagandy sukcesu chyba przynoszą efekty, bo już zaczynam brzmieć jak swój osobisty coach. Wracając do tematu: kiedy większość blogerek rok w rok w grudniu zamieszczało informacje o wydarzeniach minionego roku, ja patrzyłam na to wszystko z boku i myślałam: po co mi taki post, czym właściwie mam się pochwalić, co takiego napisać? 

No właśnie. Co właściwie powinnam napisać w poście streszczającym przebieg ubiegłego roku? Jakieś swoje osiągnięcia, doły, czy może nietypowe wspomnienia? Nie prowadzę nie wiadomo jak ciekawego życia (niech nie zmylą Was profile niektórych influencerów, celebrytów czy nawet popularnych osób ze szkoły/pracy- oni też nie mają tak idealnego życia jakie mogłoby się wydawać patrząc na ich zdjęcia), nie osiągam sukcesów co drugi dzień i nie podróżuję w każdy weekend. Tak jak każdy normalny człowiek sprzątam, gotuję, pracuję, nie mam czasu na sesje i pisanie na blogu, i nie dostaję od losu niczego za darmo. Mam sporo szczęścia, owszem, i uważam, że naprawdę wygrałam życie będąc tu, gdzie jestem, ale nie robię bilansu strat i zysków, bo nie uważam, że takowy w ogóle mi potrzebny, gdyż żyję sobie dosyć spokojnie, bez większych zawirowań, ale i bez większych sukcesów. Jedyne, co dla mnie ważne to radość z każdej przeżytej minuty; nie jestem, jak wiecie, zwolennikiem rozpamiętywania smutków w nieskończoność, zawsze wolę się skupiać na tych pozytywnych aspektach naszej egzystencji, wspominać tylko to, co dobre, co w jakiś sposób wpłynęło na mnie pozytywnie, zmieniło mnie na lepsze, pokazało, co jest dla mnie ważne. Postanowiłam więc zgromadzić tu wszystkie wydarzenia, wspomnienia, które były kamieniami milowymi, czymś, co odcisnęło piętno na mojej psychice, co będzie mi się kojarzyć tylko i wyłącznie z rokiem 2018.

1. Warsztaty fotograficzne
Zaraz zacznie się tyrada o tym, czego się nauczyłam, jakie umiejętności zdobyłam i jak posiadłam wiedzę tajemną niedostępną dla zwykłych śmiertelników. Niestety, Moi Drodzy, nic takiego w tym podpunkcie nie znajdziecie. Pierwsze w moim życiu warsztaty fotograficzne wpłynęły na mnie w dość nieoczekiwany sposób. Nie były one dla mnie przełomowe pod względem materiału, jakiego się nauczyłam, lecz pod względem tego, jak zmieniły moje własne myślenie o sobie i o tym, co do tej pory zrobiłam. Dowiedziałam się na przykład, że wcale nie jestem aż takim fotograficznym laikiem, że nie boję się pracy z modelką i że portret to właśnie ta dziedzina fotografii, którą ubóstwiam i z którą wiążę swoją przyszłość. Kolejne warsztaty utwierdziły mnie w przekonaniu, że lubię, gdy to ja rządzę na sesji, nie lubię za to, gdy ktoś myśli, że mając lepszy sprzęt momentalnie staje się lepszym fotografem. Po zakończonych warsztatach poczułam tak ogromną falę inspiracji i motywacji, która trwała jeszcze przez kilka następnych miesięcy. To dzięki niej popełniłam sesję, o której mowa w następnym punkcie.



2. Sesja z modelką
Zabierałam się do niej dość długo, z racji tego, że jestem istotą dość nieśmiałą i kontakty z obcymi osobami zazwyczaj stanowią dla mnie wyzwanie, dlatego długo zwlekałam z decyzją, by zamieścić ogłoszenie, że poszukuję modelki do nowej sesji. Bałam się, że stres związany z rozmową z kimś obcym tak mnie sparaliżuje, że nie będę umiała odpowiednio poprowadzić sesji (jak to zwykle bywa, ten strach okazał się zupełnie bezpodstawny). Sesję i stylizacje miałam obmyślone już wcześniej; chciałam, żeby była to sesja modowa z krwi i kości, czyli kilka stylizacji + kilka różnych miejscówek. No więc w końcu zdobyłam się na odwagę i ogłoszenie zamieściłam. Teraz trzeba tylko czekać- pomyślałam sobie. No i czekałam, czekałam, czekałam... Kiedy już zaczęłam tracić nadzieję, wreszcie się udało. Znalazłam bardzo sympatyczną modelkę, z którą współpraca to czysta przyjemność. Zero marudzenia, otwarty umysł, świetna umiejętność pozowania. Cała sesja okazała się strzałem w dziesiątkę i jak na razie pozostaje ona moim numerem jeden, chwalić się nią jednak będę w osobnym poście, już niedługo.



3. Koncert Dawida Podsiadło 
To jedno ze świeższych wydarzeń, bo z października, które wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Dźwięki nadal obijają się w mojej głowie, mózg ciągle odtwarza kadry, a uszy wciąż czują przenikliwy bas. Czekałam na ten koncert od dawna, marzyłam o nim i nie mogłam się doczekać. Kiedy nadszedł dzień koncertu, ja... zachorowałam. Zaatakował mnie okropny ból brzucha i omal nie przeszkodził w realizacji celu. Nie ze mną jednak te numery, nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby zrezygnować- chora czy nie chora- jadę na koncert. Na szczęście przed wyjazdem ból odpuścił (chociaż byłam strasznie osłabiona), a w trakcie koncertu nie myślałam już o bólu, ani o niczym innym, jak tylko o tym niesamowitym występie. Naprawdę, dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia; cała oprawa, wizualizacje, oświetlenie, wstawki, nagłośnienie zrobiło mega klimat, było dopracowane do perfekcji i totalnie w moim stylu. Dawid dał z siebie wszystko- to szanuję. Nie półśrodki, byle tylko zaśpiewać i zebrać kasę, nie- ten człowiek to prawdziwy artysta i widać, że żyje muzyką i ceni swoich fanów. Z koncertu wyszłam oszołomiona, jak to zwykle u mnie bywa po tak wielkim zachwycie jakąś dziedziną sztuki i nadal, kiedy słucham płyty Dawida podczas jazdy, migają mi przed oczami obrazy z występu, a serce raduje się, że mogło tam być i przeżyć coś tak perfekcyjnego.



4. Wakacje w górach...
... które bez wątpienia mogę zaliczyć do jednym z najlepszych (i najszczęśliwszych) wakacji ever. Dwa tygodnie spędzone w najlepszym towarzystwie, wśród pięknych widoków i w najbliższym sąsiedztwie natury. Codzienna dawka zwiedzania, odkrywania i wędrówek po górach. Nie liczyło się wtedy nic: tylko nowe miejsca i poszukiwania idealnych kadrów. Zero zasięgu, a co za tym idzie zero problemów i totalny reset. Te wakacje były wyjątkowe, bo nareszcie żyłam tak, jak zawsze chciałam- każdy dzień przynosił nowe doznania, każda chwila była inna i mogłam poświęcić się swoim pasjom: fotografii i podróżowaniu. Podczas tych wakacji powstała cała masa ujęć, co więcej, przekonałam się do fotografii krajobrazowej i zakochałam w Karkonoszach. Jakby tego było mało, odpoczęłam i nabrałam dystansu, a także podjęłam kilka ważnych dla mnie decyzji. Te wakacje to właśnie punkt zwrotny roku 2018, po którym wiele się zmieniło.




Rok 2018 okazał się rokiem zmian i sprzeczności. Jak każdy- powiecie. Może i tak, bo w końcu nasze życie jest pasmem naprzemiennie pojawiających się radości i cierpień, dobrych chwil i chwil przykrych, niezapomnianych wspomnień i wspomnień, które wolelibyśmy wyrzucić z głowy. Każdy rok przynosi też zmiany, nawet te drobne, prawie niezauważalne. Każdy jest na swój sposób wyjątkowy i mimo, że każdy nas postarza, to zostawia w nas ślady, dzięki którym nasze życie staje się pełniejsze.

Na nadchodzący rok życzę Wam, żeby każda zmiana była zmianą na lepsze, a problemy nie były już dłużej problemami, ale wyzwaniami, które należy podjąć i udowodnić wszystkim, że dacie radę. Życzę Wam, żeby to był właśnie WASZ rok, żebyście wreszcie zdobyli się na odwagę i zaczęli spełniać swoje marzenia. Bo ja tak właśnie zrobię.

Z pozdrowieniami, 
Wasza (już niedługo o rok starsza, ale nie mniej szczęśliwa) Grejs

Komentarze

  1. Oby kolejny rok był jeszcze lepszy :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! Dziękuję za życzenia i również życzę pomyślnego 2019!

      Usuń
  2. To bardzo motywujące, gdy odkrywa się, jak wiele umiejętności posiadamy i że robimy coś dobrego! Oby w kolejnym roku sukcesów było równie wiele, jak spełnionych marzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i Tobie również życzę osiągnięcia wyznaczonych celów!

      Usuń
  3. Ja Tobie rowniez składam najlepsze życzenia :) Cudowny wpis , taki prosto z serca i szczery. Milo się czyta Twoje pióro. Wazne jest aby mierzyć siły na zamiary. Marzenia i pragnienia pełnią kluczowa rolę w życiu człowieka ( podświadomie lub nie), tak mi się wydaje. Warto czasami jednak się zatrzymać i docenić to co jest tu i teraz. Nie robić wbrew sobie zbyt dużo a najlepiej wcale ( jednak życie to życie ). Tak samo uważam, ze nie należy udowadniać innym a sobie lub w ogóle nikomu i niczego nie udowadniać. Żyje się raz, za siebie i dla siebie. Taki zdrowy egoizm jest potrzebny. Cala reszta może być tłem albo grać co najwyżej w skrzypce. 🎻 Jeżeli czegoś nie zrobimy / nie podejmiemy się pomimo naszych planów trzeba nam wiedzieć iz to nie tchórzostwo i nie porażka. Wystraczy tylko zrobić krótką analize, być dla siebie dobrym i wyrozumialym a życie stanie się ciut prostsze, na pewno piękniejsze. :) Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Miło jest słyszeć takie motywujące słowa na koniec roku ;) Właśnie chyba tego zdrowego egoizmu i odrobiny wyrozumiałości w stosunku do samej siebie mi najbardziej teraz potrzeba (perfekcjonizm mnie kiedyś zeżre) :)

      Usuń
  4. Widać że to był dla Ciebie piękny rok! <3
    Życzę by 2019 był także owocny w tak piękne przeżycia :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Co mnie wkurza jako fotografa

Wielkanoc bardzo po mojemu, czyli Easter is coming!