Niesamowite opowieści babci fotografii




Zamknijcie na chwilę oczy. Co widzicie? Ja widzę zazwyczaj postacie z baśni, mitów, legend, przemykające cicho pod moimi powiekami. Kiedy zamykam oczy, moja wyobraźnia zaczyna pracować na pełnych obrotach i przenoszę się do innego świata. Być może jest to spowodowane czytaniem zbyt dużej ilości książek o baśniowej tematyce, które wpadają mi ostatnio w ręce jak szalone. Chociaż... nie, to chyba nie to. Ja już od dziecka zasługiwałam na miano marzycielki, bo zawsze bujałam w obłokach, zawsze byłam jakaś taka oddalona, niedostępna, wiecznie zamyślona. Ale Wy przecież już o tym wiecie.
To moje marzycielstwo przekłada się na rodzaj zdjęć, które robię. Czy tego chcę, czy nie, moje fotografie zawsze zawierają jakąś nutkę bajkowości, magii. Robię to jakoś podświadomie, po prostu to samo ze mnie wychodzi i przelewa się na obraz. Może przejawia się w tym moja odwieczna tęsknota za światem, który jest dużo ciekawszy od naszego, który jest nieprzewidywalny i lepszy. Możecie wierzyć lub nie, ale nie czuję się dobrze w świecie pozbawionym fantazji, magicznych stworów i dziwów. Dlatego właśnie z takim umiłowaniem czytuję literaturę fantasy, bajki dla dzieci czy mitologię Parandowskiego. Nie pogardzę również literaturą romantyczną, o czym pisałam tutaj. Zdjęcia tworzę na podstawie własnych snów, własnych przemyśleń i napełniam je czarem, stosując różne triki fotograficzne. Także szukając inspiracji, zwykle natykam się na zdjęcia pełne romantyzmu, delikatności, magii. 

Ostatnio, całkiem przypadkiem, znalazłam kobietę, która w dużej mierze przypomina mi mnie samą,

Mowa tutaj o Julii Margaret Cameron, fotografce, urodzonej 11 czerwca 1815 roku w Kalkucie. Można powiedzieć, że była "babcią fotografii", bo jako jedna z pierwszych kobiet na świecie poświęciła się tej dziedzinie sztuki. Kiedy inni zajmowali się malarstwem czy poezją, ona postanowiła spróbować czegoś innego, nowego. Ciekawostką jest, że swój pierwszy aparat otrzymała dopiero w wieku 48 lat, od córki, z dopiskiem: "Może Cię zabawi, mamo, próba fotografowania podczas Twojej samotności".  To, co robiła ze swoimi zdjęciami to magia w czystej postaci. Narażając się na krytykę ze strony ówczesnych artystów fotografików, wywoływała swoje zdjęcia w sposób niekonwencjonalny, pozbawiony sztywnych reguł. I to właśnie w niej uwielbiam- że potrafiła postawić się ustalonym normom, że była zdeterminowana, że nie zważając na krytykę tworzyła coś, co czuła. Zadrapania, plamy na odbitkach, nieostrości spowodowane długim czasem naświetlania- wszystko to stanowiło o jej stylu. Najpiękniejsza w jej fotografiach jest właśnie ta nutka niedoskonałości. 

Cameron, tak jak i mnie, fascynowała ludzka twarz. Dzięki odpowiedniemu oświetleniu potrafiła wyciągnąć najlepsze cechy swojego modela. Przy fotografowaniu mężczyzn wykorzystywała oświetlenie mocne, boczne, podkreślając ich ostre rysy, a fotografując dzieci czy kobiety, stosowała miękkie, rozproszone światło, które nadawało im delikatny wygląd. Sposób ubioru ludzi na zdjęciach w dużym stopniu odbiegał od ówczesnej mody wiktoriańskiej- kobiety były ubierane w zwiewne, lekkie sukienki, a mężczyźni w luźne szaty. Poza tym, zamiast sztywnych upięć dziewczęta miały rozpuszczone włosy, co dodawało im naturalności. Uwieczniła na fotografiach m.in. Karola Darwina, Alfreda Tennysona (znanego poetę angielskiego i przyjaciela artystki) czy Julię Stephen (matkę Virginii Woolf). Najczęściej jednak jej modelami byli ludzie z jej otoczenia- służące, dzieci sąsiadów, wnuki. Dominującą inspiracją artystki było malarstwo Prerafaelitów, ich kobiety otoczone naturą, symbolizm i szczegółowość. Często w swoich pracach nawiązywała do legend arturiańskich, poezji i literatury dziewiętnastowiecznej czy postaci biblijnych. Stworzyła także serię zdjęć będących ilustracjami do poematu Tennysona pt.Idylls of the King ". Malarskość, delikatność i  liczne rozmycia to główne cechy jej twórczości. Co tu dużo mówić, ta pani tworzyła baśnie. Baśnie ukryte na zdjęciach. Sami popatrzcie: 





Najpiękniejsza twarz dziecięca, jaką widziałam; delikatna i smutna, przepełniona bólem


Welony, tiule i inne miękkie tkaniny, czyli to, co Grejsi lubi najbardziej


Zdjęcie zatytułowane "Mój pierwszy sukces", czyli świetny początek twórczości


Przepięknie ukazana męska twarz, ze wszystkimi niedoskonałościami dodającymi postaci charakteru


Sir Lancelot i królowa Ginewra, czyli inspiracja legendami arturiańskimi.


Rozmycia na twarzach, obecnie uważane za najgorsze zło, świadczą o dojrzałości i niepokornej duszy autorki


Julie Stephen, matka Virginii Woolf i siostrzenica Cameron


Co właściwie łączy mnie i wybitną artystkę? Przede wszystkim zamiłowanie do legend, do przedstawiania na zdjęciach postaci rodem z baśni, inspiracja twórczością Prerafaelitów oraz fascynacja człowiekiem. No i to, że tak jak ja, była samoukiem zakochanym w fotografii. Poza tym, już zupełnie z innej beczki- też była spod znaku Bliźniąt :) 


Na koniec garść ciekawostek:



  • Pochodziła z arystokratycznej rodziny, jej ojciec był Anglikiem, a matka Francuzką.

  •  Na list pełen krytyki dotyczącej ostrości na jej zdjęciach odpowiedziała: "Co to jest ostrość? I kto ma prawo powiedzieć jaka ostrość jest prawdziwą ostrością? Moją ambicją jest uszlachetnienie fotografii i zapewnienie jej pozycji w Wielkiej Sztuce, przez połączenie idealnego i realnego, nie poświęcając niczego z prawdy i oddając fotografię na usługi poezji i sztuce".

  • Cameron wykonywała zdjęcia w swoim ogrodzie lub kurniku przerobionym na studio fotograficzne.


  • Julia Margaret Cameron zmarła 26 stycznia 1879, a jej ostatnim słowem na łożu śmierci było: beautiful (piękne).


Dla zainteresowanych życiem i twórczością Julii Margaret polecam artykuł na Fotopolis


Mam nadzieję, że chociaż część z Was podzieli mój zachwyt nad dziełami tej artystki.

Z pozdrowieniami,
Grace

Komentarze

  1. Musze przyznać, że to było bardzo ciekawe! Chociaż w dzisiejszych czasach posiadamy nowoczesne, nierozmywające zdjęć aparaty brakuje w nich tej tajemniczości jaka istniała na tamtych zdjęciach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zgadzam się- tamte zdjęcia miały "duszę" i cudowny klimat, nie do podrobienia w dzisiejszych czasach:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Mój 2018- czyli czas na podsumowanie roku według Grejs

Co mnie wkurza jako fotografa

Czego nauczyła mnie... choroba