Moja mroczna strona- Gabrielle Zevin


Tytuł: Moja mroczna strona
Autor: Gabrielle Zevin
Rok wydania: 2011
Wyd.: YA!
Ilość stron: 380
Moja ocena: 4/10


Corleone w spódnicy, mafia, honor i przygoda!


Rok 2083 w Nowym Jorku. Czekolada i kawa są nielegalne, produkowane i dystrybuowane przez mafijne rodziny, które podzieliły miasto na swoje dystrykty. Papier jest trudno osiągalny, a woda racjonowana. Główna bohaterka Ania, niezwykle przebojowa 16-latka, córka największego bossa czekoladowego, zostaje wplątana i oskarżona o otrucie swojego chłopaka smakołykami czekoladowymi produkowanymi przez jej rodzinę. 

Wszystko wskazuje na to, że jest winna. Wszystko dowodzi niewinności, gdy w grę wchodzi miłość! Jednak rozsądek i uczucia nie zawsze idą w parze. Szczególnie gdy ma się babcię, która oprócz czekolady częstuje cię także pistoletami...

No tak, wszystko ładnie-pięknie. Opis książki bardzo zachęcający. Okładka w stylu dekadencko- futurystycznym. Ale nie dajcie się zwieść marketingowi, bo, jak to w życiu bywa, nic nie jest takie, jak się wstępnie wydaje.
Ale zacznijmy od początku.

Niedawno, po długiej przerwie, postanowiłam odwiedzić bibliotekę. No tak, niby nic takiego, pomyślicie, ale dla mnie to nie lada wyczyn, bo uwaga! nie jestem fanką wypożyczania książek z biblioteki. Nie chcę tutaj wyjść na jakąś diwę, ale  po prostu nie mogę znieść, że masa osób przede mną dotykała jakiejś książki (te zarazki), nie lubię kiedy ktoś stoi nade mną z batem (tj. terminem zwrotu) i zmusza mnie do czytania, a poza tym uważam, że te książki... po prostu śmierdzą. Przepraszam, pewnie wielu z Was mnie zlinczuje za to, co powiedziałam, ale tak jest. Uwielbiam zapach książek, ale tylko tych świeżo wydrukowanych. Te z biblioteki po prostu śmierdzą i kojarzą mi się z przymusowymi lekturami szkolnymi, które musiałam wypożyczać, a potem walczyć sama ze sobą żeby przez nie przebrnąć. Spytacie teraz: dlaczego więc wybrałaś się do biblioteki? Ano dlatego, że doszły mnie słuchy, że zakupiono nowe książki i ogólnie biblioteka przeszła gruntowną renowację, a poza tym ostatnio zraziłam się do kilku książek (o tym wpis też się pojawi) i chciałam poczytać coś niezobowiązującego, za czym nie będę tęsknić. I w pewnym sensie mi się udało, bo książka, która zaraz opiszę, jest z gatunku tych, które po przeczytaniu nie zostawiają po sobie praktycznie... nic.

O czym właściwie jest ta książka? No cóż, pierwsze, co przychodzi mi na myśl to o córce króla mafii czekoladowej i jej rodzinie, a także jej perypetiach szkolnych. Nic ciekawego, prawda? Nie będę zaprzeczać. Ale pójdźmy o krok dalej i przyjrzyjmy się plusom i minusom tej książki. 

Plusy: 
  • Czyta się szybko i przyjemnie, chociaż język czasem pozostawia wiele do życzenia i przypomina wpisy w pamiętniku dorastającej małolaty. Niektóre wtrącenia są nawet lekko irytujące i pseudo-śmieszne, jakby autorka za cel postawiła sobie udowodnienie, że wcale nie jest taką sztywniarą za jaką ją mamy. Mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową, więc widzimy świat z punktu widzenia głównej bohaterki, która pomimo ciągłego zapewniania, że jest silna, twarda i ogólnie niezniszczalna, to jednak czasem postępuje lekkomyślnie, a jej decyzje trącą hipokryzją. 
  • Cały zamysł książki. Pomysł więcej niż dobry, mało brakło, a mogło wyjść z tego naprawdę dobre sci-fi z małym dodatkiem kryminału. Opis z tyłu książki jest naprawdę ciekawy, szkoda jednak, że trochę mija się z prawdą, bowiem autorka za bardzo skupiła się na perypetiach szkolnych głównej bohaterki, a za mało na opisaniu świata, w którym rządzi mafia, a czekolada jest zakazana. Tak naprawdę nie dowiemy się z tej książki, czemu w roku 2083 panują takie zasady, a nie inne. Powiem więcej: mam wrażenie, że ta cała futurystyczna otoczka to tylko chwyt marketingowy, bo fabuła przypomina raczej typową literaturę dla młodzieży. Cóż, po przeczytaniu opisu liczyłam na coś więcej, niestety, trochę się zawiodłam.
  • Motyw rodziny i poświęcenia. To akurat duży plus tej książki. Autorka odrobiła pracę domową i obejrzała Ojca chrzestnego, w którym ten motyw jest szczególnie widoczny. Moja mroczna strona również pełna jest odniesień do rodziny, ale w końcu pretenduje do bycia "Corleone w spódnicy", jak głosi nagłówek na okładce. Główna bohaterka jest gotowa do poświęceń, jeśli w grę wchodzą jej najbliżsi, co jest cechą godną pochwały. Rodzina jest tutaj zawsze na pierwszym miejscu. 
  • Wątek więzienia, kompletnie nierozwinięty. A miało być tak pięknie... Kilka rozdziałów poświęconych traktowaniu młodocianych więźniów w zakładzie poprawczym wprowadzało jakąś świeżość w tej książce, było to coś, co czytało się z zapartym tchem. Ale co z tego, skoro potem znów wracamy do szarej rzeczywistości szkolnej Ani, która jest ciekawa chyba tylko dla głupiutkich nastolatek? A teraz pytanie za sto punktów do autorki: po co wprowadzać nową bohaterkę, która nic, kompletnie nic nie wnosi do fabuły? No właśnie, o tym dalej...
Minusy:
  • Niektóre wątki są niekompletne. Nie wiem w jakim celu autorka wprowadziła niektóre wątki, ale chyba już nigdy się nie dowiem. Może rozwiązanie pojawia się w kolejnej części, ale ja raczej już po nią nie sięgnę.
  • Przewidywalność. Właściwie od początku można przewidzieć, kto stoi za wszystkimi przekrętami. I chociaż autorka stara się jak może, robiąc kilka nieudolnych zwrotów akcji, to i tak na końcu nasze przewidywania dotyczące winnego się sprawdzają.
  • Spolszczenie imienia głównej bohaterki. To irytowało mnie najbardziej. Powiedzcie mi, po co spolszczać imię głównej bohaterki, kiedy imiona pozostałych bohaterów pozostają w oryginale? Zresztą jak to brzmi: Ania Balanchine. No po prostu mi to nie leży. Ale to jeszcze nic! Tłumacz karmi nas zdrobnieniami typu Anuszka, Anulka... nie no, to po prostu nie przejdzie.
  • Bohaterowie są nudni, nie zapadają w pamięć. Oprócz głównej bohaterki, która jest chyba najbardziej rozbudowaną postacią, reszta wypada bardzo słabo. No nie, jest jeszcze babcia przykuta do łóżka, która czasem zaskoczy bystrością umysłu i ciętym żartem. Niestety, robi to stanowczo za rzadko.
  • Zaprzepaszczony pomysł i brak wytłumaczenia dla poszczególnych zasad obowiązujących w świecie. O tym wspominałam już wcześniej. Mogło być świetnie, wyszło byle jak.
  • Zero opisów, nie wiadomo gdzie, co i jak. Właściwie nie wiemy, jak wyglądają bohaterowie, w jakim miejscu dzieje się akcja i jak to miejsce wygląda. Zero opisów, które pomogłyby zwizualizować sobie świat przedstawiony.
W ogólnym rozrachunku wystawiam książce ocenę 4/10 i jakoś nie mam ochoty na kontynuację. Ot, było, minęło. Czytało się całkiem ok, ale już więcej się nie zobaczymy. Hasta la vista.

A Wy, mieliście do czynienia z tą książką? Jak ją oceniacie?

Pozdrawiam, 
Grejs

Komentarze

  1. Też lubię zapach nowych książek, jak mam ochotę coś przeczytać to to kupuje, ale używane książki również:) Tej pozycji nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś nie mogę się przekonać do używanych książek, wolę nowe, a szczególnie te po przecenie ;p Może to i lepiej, że jej nie znasz, bo niestety nie zachwyca i tylko straciłabyś czas czytając ją :)

      Usuń
  2. Uuu, oszczędzę sobie czas i podaruję.

    Ja się pytam jak może komuś przyjść do głowy, żeby kawa i czekolada były nielegalne? To jakiś horror!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, to byłby istny horror! Brak kawy bym jeszcze przeżyła, ale brak czekolady- tragedia! ;D

      Usuń
  3. Nie czytałam tej książki i raczej nie jest w moim stylu książkowym, więc pewnie po nią nigdy nie sięgnę. A co do biblioteki to mam trochę podobne odczucia, najbardziej denerwuje mnie kwestia terminów - szczególnie teraz, gdy przez studia wracam do domu raz w miesiącu. Przerzuciłam się trochę na ebooki, chociaż i tak co jakiś czas kupuję jakąś książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, te terminy... Mnie też skutecznie odstraszają od wycieczki do biblioteki :) Co do e-booków, to jakoś nie mogę się do nich przekonać- ja muszę książkę poczuć wszystkimi zmysłami, a w tym przypadku nie jest to możliwe :) Chociaż przyznaję, że czasem też po nie sięgam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rekwizyty do sesji zdjęciowych i jak je znaleźć

Chłodny maj, skandynawskie klimaty, Wikingowie i koncert Sóley