Magia kąsa, Magia parzy- Ilona Andrews

Ach, jak ja polubiłam tę serię! Przez bity tydzień pozwoliła mi zapomnieć o całym złu tego świata. Dosłownie ją pochłonęłam, przeczytałam jednym tchem. Długo szukałam bohaterki takiej jak Kate Daniels oraz książki tak absorbującej i niezwykłej jak Magia kąsa (cz.1) i Magia parzy (cz.2) autorstwa Ilony Andrews (tu uwaga- jest to pseudonim autorski pary pisarzy). Nie spodziewałam się po niej zbyt wiele, a zaskoczyła mnie równie mocno co kopniak Kate wymierzony w osobę, która planuje pokrzyżować jej plany (czyli bardzo mocno).



























Technologia przeciw magii. Słowa kontra czary.
Atlanta przyszłości. Arena walk magii i technologii. Wampirze hordy na usługach Panów Umarłych grasują po mieście.
Kate Daniels – pyskata dziewczyna, w której żyłach płynie krew i magia – dowiaduje się o śmierci swojego opiekuna. Musi dokonać wyboru – komu zaufać, z kim współpracować. Spojrzeć w oczy Władcy Bestii i dołączyć do Gromady? Wejść w układ z kotołakami i szczurołakami?
Ofiara woła o pomszczenie, krwawa zagadka o rozwikłanie.



Plusy:

  • Nareszcie pełnokrwista i żywiołowa główna bohaterka. Kate Daniels ma w sobie tajemnicę, ale i całe pokłady siły, determinacji i poczucia humoru. Przypomina mi trochę Chess Putnam z serii Nieświęte Duchy, która także zyskała moją dozgonną sympatię. Ostatnimi czasy miałam przyjemność (a raczej nieprzyjemność) trafiać tylko na mdłe i nudne bohaterki, a tu masz! Pojawia się Kate i przewraca mój świat do góry nogami. No, może bez przesady, ale myślę, że z Kate mogłabym konie kraść. Równa z niej babka, a do tego świetnie włada mieczem i potrafi sobie wszystkich ustawić według własnych zasad. I takich bohaterek właśnie potrzebujemy! Czasem tylko jest zbyt impulsywna i wybuchowa, ale to w końcu wojowniczka, więc nie ma się co dziwić.
  • Cała masa (rzesza! :p) nadprzyrodzonych mocy i nadnaturalnych postaci. Mamy tutaj wampiry, zmiennokształtnych, wiedźmy, nieumarłych, bogów, czarowników i wiele innych osobliwych istot. Mamy magię i technikę. Mamy przyszłość połączoną z przeszłością. No czegóż chcieć więcej?
  • Cięty dowcip i świetne dialogi. Potyczki słowne między Kate a Curranem to po prostu poezja. Dawno tak dobrze się nie bawiłam przy czytaniu i czekałam z utęsknieniem na stronę na której pojawi się imię "Curran". Poza tym wypowiedzi Kate same w sobie są świetną rozrywką, bo ma babka naprawdę cięte riposty i zachowuje się luźno, bez zadęcia. A jej wewnętrzne przemyślenia naprawdę wprawiają w dobry humor. Ogólnie rzecz biorąc język książki jest na wysokim poziomie, znajdziemy tutaj wiele cytatów godnych zapamiętania. 
  • Nawiązania do mitologii słowiańskiej, w końcu autorka jest Rosjanką. A jak wiecie, ja mitologię słowiańską bardzo lubię. Jednak pojawiają się tutaj odniesienia również do mitologii greckiej czy irlandzkiej, widać, że autorzy fascynują się pradawnymi mitami i biorą z nich garść inspiracji.
  • Najbardziej seksowna męska postać ever. Ach, ten Curran. Jeśli ktoś powiedziałby mi "wyobraź sobie typowego samca alfa" to lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć. Silny, zdecydowany, odważny, władczy, a mimo to gotowy do poświęceń i honorowy. Do tego tak strasznie pociągający! Co by nie mówić, ta postać się autorom udała. I to jak!
  • Brak jednego, wyrazistego wątku miłosnego. I bardzo dobrze. Wyrosłam już chyba z książek, gdzie jest ona, on i jedna, wielka, nieskończona miłość. W dodatku od samego początku wiadomo, że będą razem po wieki wieków. Tu tego nie znajdziemy. Kate jest obiektem westchnień wielu mężczyzn, a kilku z nich składa jej niedwuznaczne propozycje nawet się z tym nie kryjąc. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że dla Kate liczy się tylko magia, zemsta i chęć niesienia pomocy pokrzywdzonym, a wszystkich swoich wielbicieli odsyła z kwitkiem. Prawdziwa niezależna kobieta, tylko kota jej brak :P
  • Dzięki niej polubiłam wilkołaki. Nie będę owijać w bawełnę- zawsze stałam po stronie wampirów. Zawsze to wampiry wydawały mi się ciekawsze, bardziej pociągające i inteligentniejsze niż istoty mające w sobie cząstkę zwierzęcia. Tu jednak sprawy mają się odrobinę inaczej. Tutaj nie ma typowych wilkołaków, których przemiana następuje w czasie pełni księżyca, są za to (uwaga) zmiennokształtni, którzy potrafią zapanować nad swoimi instynktami. Wampiry zaś są po prostu krwiożerczymi, łysymi bestiami, które nie potrafią myśleć samodzielnie i muszą być sterowane przez Pana Nieumarłych. Cóż, no nie zachęcają do kibicowania im. Właściwie to myślę, że to celowy zabieg autorów, żeby trochę obrzydzić nam wampiry, a na piedestał wynieść niedocenione dotąd wilkołaki. Ale żeby to tylko były wilkołaki: mamy tutaj kotołaki, szczurołaki, a nawet hienołaki. Cały panteon zmiennokształtnych rządzonych przez jednego samca alfę- Wielką Bestię. Autorzy udowodnili, że nowoczesne urban fantasy nie musi opierać się tylko na postaci wampira-protagonisty.
Minusy:
  • Ciężko mi było przebrnąć przez pierwsze 50 stron. Nie wiem czy było to spowodowane natłokiem różnych postaci, które pojawiały się z prędkością światła i spadały na czytelnika niczym lawina, czy też nie do końca rozumiałam co i jak. A może odzwyczaiłam się już od tego typu dark fantasy czytając w ostatnim czasie głównie jakieś lekkie poczytajki i dlatego odrobinę mnie przytłoczyło? No nie wiem, ale jeśli zabierzecie się za tę książkę i też dopadną Was takie same trudności z przebrnięciem przez kilka pierwszych rozdziałów, to nie przestawajcie czytać, bo warto. A czemu warto, to już zdążyliście przeczytać wyżej. 
  • Dość długie rozdziały. Dla mnie to nie problem, ale wiem, że są osoby, dla których rozdział dłuższy niż 20 stron jest nie do przełknięcia. Na szczęście w drugiej części już się to zmienia, autorzy najwyraźniej przemyśleli tę kwestię i postanowili ją poprawić. 
Podsumowując, czas spędzony na czytaniu uznaję za niezwykle udany i wystawiam książkom ocenę 8/10.

Pozdrawiam,
Wasza Grejs

Komentarze

  1. Niezbyt lubię połączenie fantasy z fantastyka , jakoś nie wypada mi to naturalnie . Może dlatego nie przebrnęłam przez cykl "Obcej " Gabaldon , jednak Twoja recenzja mnie zaciekawiła . Obserwuje i zapraszam do siebie . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też z reguły nie przepadam za takimi mieszankami, ale tutaj mi podpasowało :) Tej "Obcej" nie znam, szczerze mówiąc, ale dzięki za miłe słowo :) Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jakie piękne okładki:D
    Plusy, które wymieniłaś bardzo zachęcają do przeczytania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki jak i same książki są super! :D Naprawdę polecam! :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Chłodny maj, skandynawskie klimaty, Wikingowie i koncert Sóley