Co mnie wkurza jako fotografa

Jak pewnie zauważyliście, staram się nie pisać o rzeczach, które mnie irytują. Jestem zdania, że życie jest piękniejsze, jeśli skupimy się na jego pozytywnych aspektach, będziemy celebrować te dobre chwile, a omijać osoby i sytuacje, które doprowadzają nas do szewskiej pasji (brzmię już prawie jak jakiś Coelho, albo inny wszystkim znany filozof/prekursor zdrowego stylu życia- a jeśli już o  prawdziwej filozofii mowa to bliżej mi jednak do Nietzschego). I ja właśnie staram się skupiać na tym, co dla mnie dobre, zarażać tym, co mnie inspiruje, co mnie rusza, co jest dla mnie piękne. Nie lubię hodować w sobie gniewu, bo wierzę, że taki długo trzymany w sobie wnerw w końcu przeradza się w rozgoryczenie, które z kolei przekłada się na nasz stosunek do ludzi i świata. A ja mimo wszystkich tych moich dołów, które najczęściej dopadają mnie niespodziewanie, jestem osobą bardzo pozytywną. Nie rozpamiętuję w nieskończoność zła, które mnie spotkało, wyrzucam z pamięci przykre sytuacje. Nie chrzań, kobieto idealna, na pewno masz czasem ochotę ponarzekać- powiecie. Ja za to odpowiem- a kto nie ma? Niech ten, kto się nigdy nie denerwuje i nie ma ochoty czasem rzucić wszystkiego i wyjechać w Bieszczady pierwszy rzuci kamieniem. Problem w tym, że nie rzuci, bo nikt taki nie istnieje. Nie odkryję Ameryki mówiąc, że każdego z nas czasem coś wkurzy na tyle, że nie przebierając w słowach kogoś najzwyczajniej w świecie opieprzy, wyżyje się na worku treningowym zamiast na osobie, która go wnerwia albo przynajmniej opisze to na blogu. To ostatnie jest akurat przeznaczone dla mnie, czyli dla nieśmiałej myszy, która stara się unikać konfliktów jak ognia, więc jedyne, co jej pozostaje, to wyżyć się i oczyścić używając słowa pisanego. Właśnie po to powstał ten wpis.

"Jestę fotografę" czyli Grejs w akcji

Nie lubię, gdy ktoś nazywa mnie per fotografem. Owszem, sama czasem w żartach mówię, że "jestę fotografę", ale określenie "fotograf" w stosunku do mnie to za duże słowo. Miłośnik fotografii, pasjonat, fotoamator - to już bliżej. Jednak już się tak utarło, że osobę, która pasjonuje się robieniem zdjęć i poświęca na to większość swojego wolnego czasu nazywa się fotografem, dlatego też ja również użyłam w tytule posta tego skrótu myślowego. Fotografią zajmuję się hobbystycznie, nie jest to praca na pełen etat (może kiedyś będzie, ale jeszcze nie teraz), a zdjęcia robię głównie bliższym/dalszym znajomym, rodzinie czy zupełnie nieznajomym modelkom. Fotografia to moja największa miłość i nigdy, przenigdy jej nie porzucę, zdarzają się jednak czasem sytuacje, które wkurzą mnie na tyle mocno, że potrafią mnie zniechęcić i na kilka dni/tygodni skutecznie odwieść od wzięcia aparatu do ręki. Dla wielu z Was będą to może pierdoły, ale mnie irytują już od tak długiego czasu, że będzie to dla mnie czysta przyjemność opisać je tutaj i wyrzucić z siebie tego gryzącego mnie robala, jakim jest irytacja.

 Szybciej!

Pytania typu: kiedy będą zdjęcia? Jak długo jeszcze muszę czekać? Czy dostanę zdjęcia do wiosny/zimy/do końca miesiąca/roku? itp., itd. naprawdę nie pomagają, nie dodają prędkości programowi do edycji zdjęć, pamięci RAM mojemu komputerowi, ani nie sprawią, że nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie Wasze zdjęcia znajdą się u Was na dysku. Wręcz przeciwnie, po takich pytaniach odechciewa mi się jeszcze bardziej, a ponieważ jestem małą, wredną i mściwą istotką, to słysząc takie pytania pozwalam sobie na więcej swobody, czyli obrabiam zdjęcia jeszcze wolniej (część tego zdania nie do końca jest prawdą i jako wskazówkę powiem Wam, że nie jest to część o tym, że jestem małą, wredną istotką). Tak jak już wspomniałam, nie robię zdjęć zawodowo i oprócz retuszowania Waszych fotografii mam jeszcze inne obowiązki, takie jak przygotowanie lekcji dla dzieciaków (tak, tak, jestem nauczycielem), wyjście z kotem na spacer czy ugotowanie obiadu, słowem- samo życie. Poza tym nie posiadam profesjonalnego oprogramowania, które wyretuszuje Wasze zdjęcia w mig, mój komputer potrzebuje czasu, żeby każde zdjęcie "przemielić". Dodatkowo jestem okropną perfekcjonistką i na każde zdjęcie przeznaczam co najmniej pół godziny, wkładam w to mnóstwo serca i energii żeby móc wreszcie powiedzieć "to jest to". Niektórych rzeczy po prostu się nie przeskoczy i mimo, że rozumiem, że chcecie jak najszybciej obejrzeć zdjęcia ważnych dla Was chwil, to jeśli równocześnie chcecie, żeby Wasze zdjęcia były dobrej jakości, to musicie troszkę poczekać. Szybko= bez emocji, na odpiernicz, tak jak wszyscy. Czy naprawdę chcecie, żeby Wasze zdjęcia takie były? Mam nadzieję, że nie. Co byście zrobili, gdyby nagle w restauracji kelner podał Wam na talerzu surowe mięso i powiedział: nie jest obrobione, jest bez smaku, ale przynajmniej nie musicie długo czekać? Tak samo ma się sytuacja ze zdjęciami- żeby były odpowiednio wyretuszowane, "przyprawione" stylem, który wyróżnia danego fotografa i były najzwyczajniej w świecie ładne, kucharz, a w tym wypadku fotograf, musi poświęcić im trochę czasu i nie ma w tym ani krzty złośliwości, tak po prostu jest.

Zdjęcie to nie tylko pstryk w odpowiednim momencie, to także godziny poświęcone na obróbkę


 Obróbka? Na co to komu?

Tylko raz w życiu oddałam komuś nieobrobione zdjęcia i już nigdy więcej nie popełnię tego błędu. Zdjęcie to nie tylko pstryk poczyniony w odpowiednim momencie. To też autorska obróbka, która potrafi nadać zdjęciu odpowiedni klimat i dodać charakteru. Nie oszukujmy się- zdjęcia prosto z puszki rzadko kiedy wyglądają dobrze. I dlatego nie chcę, żeby takie "surowe" zdjęcia określały mnie jako fotografa i krążyły po sieci robiąc mi (anty)reklamę. Przyznaję, lubię retuszować zdjęcia, bawić się kolorami, światłem i rajcuje mnie fakt, że każde moje zdjęcie jest jedyne w swoim rodzaju, nie tylko dzięki uchwyceniu momentu, kadrowaniu, ale też godzinom spędzonym przy komputerze. Każde, powtarzam, każde! zdjęcie wymaga obróbki- i nie chodzi mi tutaj o nie wiadomo jakie cuda czynione stemplem, ale o rozjaśnienie, nadanie kontrastu, usunięcie szumu czy wyostrzenie. Drobnostki, powiecie. Może i tak, ale jeśli ma się do obrobienia co najmniej 500 zdjęć, a na każde poświęcam powiedzmy minimum 15-30 minut, to możecie sobie w prosty sposób obliczyć, ile godzin spędzam przy komputerze. I naprawdę nie jest to jakaś zaawansowana obróbka, tylko podstawowe poprawki. Ja też, tak jak Wy, nie lubię przesady, przepalonych, przesyconych zdjęć i zapewniam, że obróbka z prawdziwego zdarzenia nie na tym polega. Więc jeśli edycja zdjęć kojarzy Wam się z kolorowymi filtrami z Instagrama czy przeróbkami rodem ze strony Mistrzowie Photoshopa i myślicie, że zdjęcia bez żadnego retuszu są lepsze niż te obrobione, to polecam zapoznać się ze zdjęciami znanych fotografików, którzy czasami wrzucają zdjęcia przed i po obróbce. Edycja zdjęć to nic strasznego i jeśli chcecie otrzymać naprawdę dobre zdjęcia, to musicie liczyć się z tym, że bez obróbki się nie obędzie.

W zależności od zdjęcia obróbka w programie graficznym może trwać od 15 do nawet 60 minut


 To jest ta twoja obróbka? Potrafię zrobić to lepiej

Teraz trochę w drugą stronę. Zdarzają się przypadki, że ktoś ma gdzieś mój czas poświęcony zdjęciom, godziny spędzone przy komputerze i nie zważając na to, że zdjęcie już jest poddane obróbce, postanawia je jeszcze podkręcić po swojemu. Najczęściej instagramowym filtrem, kolorowymi ramkami czy efektami z aplikacji na smartfona. A, zapomniałam o najgorszym. Po co mi całe zdjęcie, lepiej wyciąć szczegół, twarz i taką pikselozę (bo zdjęciem już tego nazwać nie można) udostępnić na FB. Pół biedy, jeśli przy takim zdjęciu nie wspominacie o wykonawcy, ale jeśli jeszcze ktoś mnie wtedy oznacza jako autora zdjęcia... to dostaję białej gorączki. Bo to już nie jest moje zdjęcie. To jest jakiś twór składający się z wszechobecnego badziewia. Naprawdę, jeśli nie podoba się komuś moja autorska obróbka to wystarczy powiedzieć, zasugerować coś, co nam się podoba, poprosić o wykadrowanie zdjęcia, a nie robić to samemu. Ja naprawdę nie uważam się za wszechwiedzącego artystę i zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko co robię musi podobać się każdemu na tej ziemi. Ba! Nawet lepiej, że się nie podoba, bo wtedy wpadłabym w samozachwyt i dopiero by się narobiło! :) Ale przerabianie mojego zdjęcia na własną rękę to tak, jak domalowywanie Mona Lizie (tak to się odmienia?) wąsów. Albo inne porównanie: pieczesz ciasto według tylko tobie znanego przepisu. Dajesz z siebie wszystko, wykorzystujesz najlepsze składniki, dekorujesz je najlepiej, jak potrafisz. Podajesz je gościom, cała w skowronkach, niesamowicie zadowolona z siebie. I wtedy jeden z gości bierze najtańszą czekoladę, chemiczny sos lub tandetne ozdóbki i "upiększa" twoje ciasto. Jak się wtedy czujesz? No właśnie. Tak samo czuję się ja, kiedy ktoś gmera przy moim gotowym zdjęciu. Autorem zdjęcia i obróbki jestem ja, więc ja mam do niego prawa. Owszem, możesz je do pewnego stopnia wykorzystywać, udostępniać, drukować, ale jeśli chodzi o obróbkę, to zostaw ją w spokoju, naprawdę, a wszystko będzie dobrze. Ja tylko grzecznie proszę :)

 Marudy na sesji

Marudzenie jako takie zawsze mnie denerwowało, denerwuje i denerwować będzie, ale tu nie chodzi o zwyczajne marudzenie. Nie chodzi też o marudzenie dzieci, które potrafię w 100% zrozumieć, ze względu na ich krótki czas zainteresowania jedną rzeczą i nadmiar energii. Tu chodzi o coś innego. Tak, tak, dostanie się teraz modelkom. Spokojnie, nie wszystkim, bo na szczęście typ marudy jest spotykany rzadko. Ale jak już się trafi, to potrafi zepsuć całą sesję. "Nie zrobię tego", "nie chce mi się już", "za ile kończymy", "jest mi za gorąco/za zimno"- to tylko kilka z typowych (a może topowych?) tekstów marudy. Zawsze powtarzam, że żeby uzyskać zajebiste efekty sesji (czytaj: zdjęcia), trzeba dać z siebie wszystko, włożyć w to masę pracy i się poświęcić. Nie ma to tamto. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem strasznie wymagająca, ale wynika to tylko z tego, że nie potrafię zadowolić się półśrodkami i jak już coś robię, to na sto procent. I nie lubię, kiedy komuś nie zależy i udaje primadonnę, która boi się ubrudzić sobie rączek. Nie mam szacunku do osoby, która nie szanuje mnie i mojego czasu spędzonego na przygotowaniach; która nie szanuje mojej pracy. Szanuję za to dziewczyny, które nie boją się położyć na ziemi, chwilkę zmarznąć czy zanurzyć w zimnej wodzie dla dobra sesji, bo widzę wtedy, że  taka osoba potrafi wygrać walkę ze swoimi słabościami w imię wyższego celu. Jeśli jednak przyjeżdżasz na zdjęcia i ciągle coś ci przeszkadza, nie umiesz wpasować się w wizję fotografa, jesteś butna i nie umiesz współpracować, to chyba zawód modelki nie jest dla ciebie. Na szczęście, jak już mówiłam, takie sesyjne marudy zdarzają się niezwykle rzadko, więcej jest dziewczyn, którym zależy na dobrych zdjęciach i sesja z nimi to prawdziwa przyjemność. 

Czasem żeby zrobić zdjęcie trzeba się nieźle nagimnastykować


 Robisz zdjęcia? I co z tego?

"Serio widzisz tu coś ciekawego?" "Naprawdę chcesz robić tu zdjęcia?", "Po co to fotografujesz, przecież tu nic nie ma", "Eee tam, to zdjęcie wcale nie jest dobre", "Dlaczego robisz zdjęcia w cieniu, przecież jest takie piękne słońce"- takie wypowiedzi usłyszycie jeszcze wiele razy od tzw. mugoli, czyli osób totalnie niezwiązanych z fotografią. Znacie ich na pewno. Wujek Staszek, ciotka Zośka, czy inni, dla których fotografia zaczyna się i kończy na zdjęciach w smartfonie. Ich nie obchodzi, że to twoja pasja i że patrzysz na świat trochę inaczej niż reszta społeczeństwa, powiem więcej: oni mają to gdzieś. Dla nich dobre zdjęcie to centralny kadr, twarde światło słoneczne, powiem krótko- to po prostu pstryk aparatem w telefonie. I nigdy nie zrozumieją tego, ile trzeba się nakombinować żeby zrobić oryginalne zdjęcie i ile wysiłku kosztuje dostosowanie ustawień aparatu do różnych warunków oświetleniowych. Nigdy nie docenią twojej wizji. Dlatego ja już dawno przestałam się nimi przejmować, czasem tylko trafi się ktoś, kto zdenerwuje mnie swoją ignorancją i brakiem tolerancji dla czyjejś pasji. Ale jak to mówią, nikt inny nie doceni cię tak, jak ty sam.

"Co ty tam znowu fotografujesz? Przecież tam nie ma nic ciekawego"- czyli teksty typowego mugola

Uf, dotrwaliśmy do końca, żale wylane, ciało oczyszczone z gniewnych toksyn, można dalej brnąć w niesamowitą przygodę, jaką jest robienie zdjęć. Sytuacje, które wkurzają, zdarzają się chyba w każdej dziedzinie i nie sposób ich całkowicie uniknąć. Wiem, że w życiu bywa różnie i każdy ma prawo do chwili słabości, dlatego staram się być naprawdę cierpliwa i wyrozumiała. Czasem jednak dobrze jest trochę ponarzekać, wyrzucić z siebie negatywne emocje. Nie chcę, żeby ktoś mnie źle zrozumiał: ja mimo tych wyżej wspomnianych wnerwów dalej będę robić to, co robię, bo jest to moja największa pasja i nawet najstraszniejszy gniew nie jest w stanie powstrzymać mnie przed robieniem zdjęć. Poza tym, dla jasności: post nie powstał po to, by kogoś urazić czy napiętnować, ale po to, by rozbudzić w niektórych świadomość, uwrażliwić na pewne zachowania, zapobiegać takim sytuacjom w przyszłości. Fotograf też człowiek i wymaganie od niego odporności robota mija się z celem. Na koniec powtórzę to, co zawsze powtarzam: traktujmy drugiego człowieka tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani, a unikniemy chociaż części nieporozumień, będziemy spokojniejsi, a co za tym idzie, zdrowsi. Apeluję też: miejmy szacunek dla czyjejś pasji. Nawet jeśli wydaje nam się kompletnie chybiona i bezsensowna, dla kogoś może być źródłem ogromnej radości i naszym zachowaniem nie sprawiajmy, by ta radość go opuściła. 

Tako rzecze i pozdrawia,
Wasza Grejs

Komentarze

  1. Bardzo fajny wpis!

    Zapraszam do siebie w wolnej chwili,
    Miłego dnia, Bambi Boho xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram wylewanie żali na blogu, ciekawy wpis i czytając to jak opisujesz swoje przygody z fotografią, poczułam, że gdybyś dowiedziała się jak ja wygląda moje zaplecze fotograficzne to pewnie byś mnie wyśmiała. Co do ludzi to niestety są takie osobniki które się nie zmienią i będą zatruwać życie innym czy robisz to czy tam to czy nie robisz nic a może robisz wszystko, to taka osoba bez względu i tak będzie się czepiać. To są jakieś niewychowane wiejskie buraki albo sępy karmiące się czyimś cierpieniem - jeden z gorszych gatunków człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego uważasz, że mogłabym Cię wyśmiać? Tak jak już wspomniałam, celem tego wpisu nie było urażenie kogokolwiek, raczej uwrażliwienie niektórych osób na cały proces twórczy fotografa, który niestety łatwy nie jest. Naprawdę nie mam w zwyczaju wyśmiewania czyjejś pasji, z prostej przyczyny- sama wielokrotnie takiego wyśmiewania doświadczyłam i wiem, jak to smakuje; nie chcę równać się z kimś, kto tak postępuje. Każdy jakoś zaczynał, ja też nie uważam, że jestem jakaś pro :) Opisałam powyższe sytuacje, bo w ostatnim czasie nagromadziło się ich w moim życiu tyle, że musiałam je z siebie wyrzucić, a blog jest takim miejscem, gdzie mogę się troszkę poużalać :)

      Co do ludzi to oczywiście masz rację, zdarzają się takie osobniki, nie chciałam nazywać ich po imieniu, ale ty zrobiłaś to za mnie :D

      Dzięki serdeczne za komentarz!

      Usuń
    2. Bo moje podejście do fotografii w porównaniu z Twoim jest śmieszne, przynajmniej ja tak to widzę. Ty w swoje prace wkładasz dużo serca i wysiłku, ja wkładam w to głownie wyrażenie siebie. Można stwierdzić że nie ma w tym nic śmiesznego dopóki nie dowie się że chciałabym na tym zarobić. To właśnie to jest coś z czego można się zaśmiać, jak to się mówi jestem laikiem w sprawach fotografii. Robię zdjęcia na JPG a obrabiam na picasie i photoscape.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy wpis, który przeczytałam z zainteresowaniem. Jesteś prawdziwą artystką...
    Chciałam tylko wtrącić taką moją uwagę; oczekiwać, że wszyscy będą mieli szacunek dla naszej pasji, to oczekiwać od wszystkich pewnej wrażliwości, a są ludzie, którzy nigdy nie będą mieli wrażliwości. Tak po prostu. I ja ich nawet źle nie oceniam. Po prostu tacy są. Wnioski, jakie wyciągnęłam z mojego dotychczasowego doświadczenia życiowego (och, jaka ze mnie doświadczona starucha ;-), są takie, że z pewnymi rzeczami w życiu trzeba się pogodzić. Na przykład właśnie z istnieniem ludzi, którzy są niewrażliwi i którzy Cię nie zrozumieją. Szukać czegoś należy tylko tam, gdzie można to znaleźć :-) Twoją pasję zrozumieją ludzie z pasją, Twoją wrażliwość uszanują ludzie wrażliwi. I jedyne, co możemy zrobić, to starać się otaczać jak największą liczbą właśnie takich. A pozostałych obdarzyć tolerancją. Przepraszam, nie chciałam, żeby to zabrzmiało jak wykład, mam nadzieję, że tak nie zabrzmiało, ale poczułam do Ciebie jakąś sympatię i chciałam się podzielić moją wizją świata. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wielkanoc bardzo po mojemu, czyli Easter is coming!