Jesie(na na na) ja




Dacie wiarę, że ta sesja powstała pod koniec sierpnia?

Już wtedy dało się odczuć nadchodzącą jesień, niosącą ze sobą chłodne wieczory, mgliste poranki i zapach mroku. 

Chodzenie boso po trawie już nie było tak przyjemne jak latem.
Ziemia ostygła, jak ciało po śmierci.

Bo jesień to jednak najbardziej się z umieraniem kojarzy, prawda?
A jednak wielu ludzi umiera latem.

Kiedyś, w czasie jazdy samochodem, przy trzydziestostopniowym upale, natknęłam się na kondukt pogrzebowy. I od razu głowę wypełniły myśli smutne: jak to jest umierać latem? Jak to jest żegnać się ze światem w tak piękną pogodę? Czy jest wtedy jeszcze gorzej? Czy jest jeszcze bardziej żal?

Nie wiem i nie chcę wiedzieć.

Nie chcę też rozgrzebywać tematu śmierci, bo nie o tym miał być wpis. 
A jednak nie mogę doczekać się Święta Zmarłych.

I nie dlatego, że jestem zmęczona i tylko czekam na dzień wolny. Nie, po prostu od jakiegoś czasu bardzo lubię to święto. 

Jest pełne melancholii, spokoju, ciszy i nostalgii. 
Czyli tego wszystkiego, co lubię najbardziej. 

Temat Święta Zmarłych pewnie jeszcze pociągnę, kiedy już nadejdzie.
Dzisiaj miało być o zdjęciach trochę. 


Nie będę ukrywać, że zdjęcia powstały, by uwiecznić wykonany przez moją siostrę misterny makijaż, jednak oczywiście musiałam wtrącić swoje trzy grosze i zmienić ich kolorystykę na bardziej jesienną. Siostra z tego faktu zadowolona nie jest (przecież nie widać dokładnie kolorów cieni do powiek!), ja za to bardzo, bo zdjęcia w odcieniach sepii jakoś bardziej do mnie pasują. Już dawno zauważyłam, że mój typ urody to jesień (to znaczy dobrze mi w kolorach charakterystycznych dla jesieni właśnie).

Sesja w tamtym dniu nie do końca była mi na rękę, jednak nie mogłam odmówić, bo makijaż wyszedł naprawdę przepiękny, a ja jestem mecenasem wszelakiej sztuki, czy to na płótnie nieruchomym, czy na żywym (o mojej twarzy mowa). Makijaż to też swego rodzaju sztuka, wymagająca pewnego rodzaju kunsztu, wszak umalować kogoś też trza umieć. Ja należę do dziwnego typu kobiet, takich co to pomalować na co dzień się umieją, nie jest to jednak nic szczególnego, ot żeby być trochę mniej brzydką niż zazwyczaj. I mimo tego, że zdarza mi się malować modelki, to makijaż i te wszystkie cienie, pędzle, rozświetlacze i bronzery jakoś nigdy mnie nie interesowały. W tej dziedzinie ignorantka ze mnie straszna i mimo, że czasem próbuję wymalować coś fajnego, to nie skupiam się na technice. Moja siostra za to ostatnio w tej dziedzinie brnie ostro do przodu, a ja kibicuję jej jak nigdy, bo w końcu znajoma wizażystka to dla fotografa skarb.

W przypadku tej sesji moja siostra zajęła się nie tylko wizażem, ale całą stylizacją i zdjęciami. Tak, dobrze widzicie, to ona jest autorką tych zdjęć, moja jest tylko obróbka. Może zabrzmię teraz trochę nieskromnie, ale widać tutaj wpływ mojego stylu w kadrowaniu- czyli rozmycia, miękkości i bokeh. Fajnie uczucie, jak ktoś się nami inspiruje i próbuje stworzyć coś podobnego. Wtedy niewerbalnie daje nam znać, że nasze zdjęcia mu się podobają.


W stylizacji na pierwszy plan wybija się wzorzysta koszula, której już praktycznie nie noszę, a właściwie sama nie wiem czemu. Jest ze mną już kilka dobrych lat i uczestniczyła w niejednej sesji, jednak najbardziej pasuje do sesji retro wykonywanych jesienią właśnie. Następna rzecz: kapelusz. Jak to jest, że nawet najzwyklejsza stylizacja nabiera wyrazu, gdy na głowie modelki ląduje kapelusz? Na mojej odnalazł się znakomicie, zakrywając część twarzy, która dzięki temu stała się mniej okrągła i szczuplejsza. Poza tym dzięki niemu nie miałam problemu z ułożeniem rąk do zdjęcia. Same plusy. 

Jak to zwykle u mnie bywa sesja na spontana stała się jedną z ulubionych i utwierdziła w przekonaniu, że nie uda mi się uciec od jesieni, bo niestety (albo stety) pasuje ona do mnie jak żadna inna pora roku. Kiedyś bałam się jesieni, chcąc jak najdłużej cieszyć się latem i kadrami pełnymi słońca; teraz wiem, że każda pora roku daje nam, fotografom, inne możliwości. I to właśnie jest cudowne.

Pozdrawiam (wciąż ciesząc się jesienią)
Grejs

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój 2018- czyli czas na podsumowanie roku według Grejs

Co mnie wkurza jako fotografa

Czego nauczyła mnie... choroba